Okazuje się, że zagrożenie czai się wszędzie, nawet w naszych ulubionych flakonach perfum. Zapraszam na krótki artykuł na temat szkodliwości niektórych związków zawartych w produktach perfumeryjnych.
Zastanawialiście się czasem, że niektóre zapachy mają
niesamowite supermoce wywoływania u Was bólu głowy i przyprawiania o mdłości?
Niektórych zapachów nie możecie znieść podczas gdy koleżanka wylewa na siebie
kolejne hektolitry znienawidzonego przez Was killera?
Być może należycie do tych z
gatunku wrażliwców. I nie ma w tym nic złego, po prostu Wasz organizm tak
reaguje na związki chemiczne zawarte w perfumach, wodach toaletowych czy kolońskich. Wydawać by się mogło, że śliczne buteleczki perfum zawierają tylko
nieszkodliwe, pięknie pachnące olejki eteryczne destylowane naturalnie pod
słońcem Prowansji. Prawdą jest natomiast to, że gdyby perfumy składały się
wyłącznie z naturalnych olejków, bylibyśmy zmuszeni płacić za nie niemałe
fortuny, nie mówiąc już o tym, że flakony szybko zniknęłyby z półek z powodu
braku substratów do produkcji.
Związki syntetyczne a naturalne
Z tego względu, koncerny
perfumiarskie, aby utrzymać się na rynku i nie stać się tylko niszowym
marzeniem, zmuszone są do używania związków syntetycznych. Syntetyki mogą
pachnieć dokładnie tak samo jak związki uzyskiwane w sposób starodawnej
destylacji, częściej jednak są to tylko namiastki zapachów np. kwiatowych,
które spotykamy naturalnie w przyrodzie. Zapach róży składa się z ponad 20
różnych związków wymieszanych w idealnych proporcjach, które to dopiero dają znany nam
różany zapach, którego do tej pory nie udało się odtworzyć w 100% w warunkach laboratoryjnych.
![]() |
| Rosa centifolia o delikatniejszym aromacie niż R. damascena |
Wielu zapachów w ogóle nie da się
otrzymać w sposób naturalny np. zapachu zielonej herbaty jak w opisanych
przeze mnie [link] Elizabeth Arden Green Tea czy też [link] Yves Rocher The Vert co
również jest powodem, dla którego syntetyki zawojowały rynek. Oprócz względów
czysto ekonomicznych istnieje też poważny problem ilości zużywanego przy
destylacji materiału roślinnego, który nie jest nieskończony i nadużywanie go do
produkcji perfum szybko doprowadziłoby do unicestwienia wielu pól uprawnych.
Dla przykładu jednym z najdroższych naturalnych olejków eterycznych jest olejek
z róży damasceńskiej. Aby wyprodukować 1 ml olejku zużywa się nawet 10 kg
płatków a jego cena sięga nawet 100 zł za 1 ml.
Co ciekawe to właśnie duże i
znane koncerny częściej korzystają z tańszych zamienników syntetycznych przy
produkcji perfum. A więc czy zawsze cena=jakość? Odpowiedź nasuwa się sama.
Ważnym aspektem perfumiarstwa
jest oczywiście fakt, że absolutnie każdy zapach jest związkiem chemicznym. Czy
zapach naturalny czy stworzony w laboratorium, zapachy perfum to koktajle związków
chemicznych, które docierając do naszego nosa wywołują konkretne wrażenia sensoryczne. Dlatego oskarżenie, że perfumy są tylko i wyłącznie sztuczne mija
się z celem. Pamiętajmy więc, że nawet naturalne olejki uzyskiwane np. z
jaśminu to właśnie mieszaniny związków chemicznych, które naturalnie występują
w przyrodzie.
Co jest więc nie tak z zapachami na sklepowych półkach? Może
wszystko jest w porządku tylko my jesteśmy przewrażliwieni?
Każdy ma inną wytrzymałość na
konkretne zapachy i chemikalia. Jeśli
organizm mówi przez ból głowy i mdłości, że coś jest dla niego nie tak, to
coś jest nie tak. Zaufanie do tego co mówi nam ciało powinno zwyciężyć z tym co
podpowiada reklama najnowszych perfum czy też żal i frustracja z faktu, że nie
dasz jednak rady używać tego zapachu, który w pierwszej chwili tak Ci się
spodobał.
Dlaczego organizm tak reaguje?
Zmysł powonienia jest jednym z
ważniejszych jeśli chodzi o informowanie nas o zagrożeniu. Swąd spalenizny? Gasić albo uciekać. Zapach zgnilizny? Nie jeść. Gdyby nie węch moglibyśmy
popełnić wiele błędów, które kosztowałyby nas nawet życie.
Bóle głowy i mleko matki
Składy perfum są zachowywane w
ścisłej tajemnicy, z tego względu producenci nie mają obowiązku wypisywania
absolutnie wszystkich składników na etykietach. Nie byłoby w tym nic złego
gdyby substancje używane do produkcji perfum nie niosły ze sobą potencjalnego
zagrożenia dla zdrowia. Amerykańska organizacja Environmental Working Group
(EWG), która specjalizuje się w badaniu toksyczności produktów dostępnych na
rynku, donosi że do produkcji perfum używa się nawet związków pochodzących z
ropy naftowej.
Badania obejmujące 17 najbardziej
znanych, światowych zapachów, wykazały, że średnia ilość związków chemicznych,
nieobecna w spisie składników wynosiła aż 14. Wśród badanych zapachów znalazły
się perfumy od Chanel czy Armaniego. Niepokojący jest fakt, że odnalezione
związki mogą mieć potencjalny wpływ na gospodarkę hormonalną, powodować alergie
a także odkładać się w tkankach organizmu. Jednym z tych związków jest ftalan dietylu,
który podejrzewa się o uszkadzanie ludzkich plemników, inny natomiast-
syntetyczne piżmo, gromadzony jest w matczynym mleku. Być może jest to jedna z
przyczyn niechęci do zapachów jaką wiele kobiet odczuwa w ciąży.
I tak jak nasz nos potrafi wyczuć
zagrożenie, tak niektóre zapachy perfum to już dla nas za dużo. Czasem
konkretne nuty mogą spowodować nudności, bóle głowy i brzucha. Wszystko zależy
właśnie od tego jakie związki zawarte są w produkcie i jak na nie reagujemy, a
więc od naszej skali wytrzymałości.
Organizacja EWG walczy o to, żeby
producenci byli zobowiązani do wpisywania wszystkich używanych do produkcji
substancji na etykietach. Wówczas klienci byliby świadomi, że wybierany przez
nich produkt może zawierać szkodliwe związki. Przemysł perfumeryjny broni się
jednak kwalifikując poszczególne związki chemiczne do kategorii bardziej
ogólnych, które faktycznie są wypisane na opakowaniach.
Jest aż tak źle?
Nie popadajmy jednak w paranoję. Nawet
naturalne zapachy w dużych stężeniach mogą dać nam się nieźle we znaki a olejki
eteryczne pozyskiwane z kwiatów (np. lawendowy) są częstą przyczyną alergii.
Natomiast środowisko, szczególnie w miastach, zapewnia nam codzienną dawkę metali
ciężkich gdy tylko przespacerujemy się ruchliwą ulicą, a smażone kotleciki wpompują
w nas kolejną dawkę toksycznych związków przy niedzielnym obiedzie.
Zagrożenie jest oczywiście
realne, mimo wszystko można zminimalizować skutki użytkowania perfum, w których
akurat znajdowałaby się potencjalnie groźna substancja – chociażby przez aplikację
zapachu na ubrania a nie bezpośrednio na skórę. Jeśli jednak nasz organizm daje
nam znać, że używane przez nas perfumy nam nie służą, może warto rozważyć ich
rzadsze stosowanie lub całkowicie z nich zrezygnować.
Dzisiejsze perfumy zawierają w
sobie jednak śladowe ilości naturalnych olejków eterycznych, ponieważ nie jest
łatwo uzyskać głębię zapachów przy wykorzystaniu wyłącznie molekuł
syntetycznych. Perfumy niszowe często zawierają dużo więcej olejków
ale ich jakość idzie oczywiście w parze z ceną, a nie każdy może pozwolić sobie
na wydatek 1000 zł (i powyżej) za buteleczkę perfum.
Coraz więcej firm stara się iść z
duchem czasu i dbać o składy swoich produktów. Stąd nurty kosmetyków
naturalnych, nie zawierających potencjalnie szkodliwych substancji lub
ograniczających ich ilość w swoich wyrobach.
Jeśli jednak poszukujecie perfum
o całkowicie naturalnym składzie polecam wypróbowane przeze mnie perfumy w
olejku np. [link] Song of India - Wiciokrzew lub [link] Song of India - Jasmine, które nie kosztują też
majątku.
Pamiętajmy też, że podróbki
zapachów to istne bomby chemiczne, produkowane bez żadnej kontroli, ze
związków, których na pewno nie chcielibyście mieć na skórze.
Na pewno nie spocznę na poszukiwaniach naturalnych zapachów,
ale nie mówię też nie zapachom popularnych producentów dopóki mój organizm mówi
„tak”. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat szkodliwości
niektórych związków chemicznych w perfumach i jak sobie z nimi radzić dajcie
znać w komentarzach.
Artykuł powstał na podstawie: Scientific American: Scent of
Danger: Are There Toxic Ingredients in Perfumes and Colognes? [Link]



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz