Indyjskie albo arabskie perfumy
kojarzą się zwykle z ciężkim, przydymionym zapachem kadzidła i bliżej
niesprecyzowanymi nutami, które ciężkością potrafią powalić najwytrwalszego
miłośnika zapachów. Nie mówię, że takie perfumy nie mogą się podobać ale upały
za oknem zachęcają jednak do korzystania z zapachów o lżejszym kalibrze.
Szukając
naturalnych alternatyw dla perfum z atomizerem, znalazłam ciekawe propozycje od
firmy Song of India. W ofercie znajduje się wiele rodzajów perfum w kremie i
olejku co bardzo mnie zainteresowało, ponieważ dotychczas uważałam takie formy
za trudno dostępne.
Ciężko
poznać zapach po opisie nut, a że stacjonarnie ich nigdy nie uświadczyłam,
postanowiłam zamówić jedną z buteleczek po dość dokładnym zapoznaniu się z tajemniczymi
opisami producenta.
Wybór padł na zapach „Honey Suckle” czyli perfumy o zapachu wiciokrzewu.
Perfumy zapakowane
zostały przepięknie, w środku fioletowo-złotego, tekturowego pudełka kryje się buteleczka
perfum o pojemności 10 ml i końcówka roll on. Po wyjęciu plastikowego koreczka
możemy z łatwością zatknąć końcówkę.
To co można uznać za
ogromny plus to fakt, że buteleczka jest szklana a korek nakręcany jest na
butelkę co utrudni jego zgubienie lub przypadkowe otwarcie w torebce.
Zapach: Wiciokrzew
Wiciokrzew jest
pnączem, które z powodzeniem wytrzymuje polską aurę, rośnie szybko i obficie
kwitnie, dając piękne, delikatne kwiaty o słodkim zapachu, wyczuwalnym
szczególnie wieczorami po upalnych dniach.
Zapach perfum
zaskoczył mnie całkowicie, zupełnie nie wpisuje się w ciężkie,
kadzidlano-sandałowe zapachy orientu. Nie jest to jednak dokładnie taki sam
zapach wiciokrzewu jaki znam z ogrodu. Tak jak zapewnia producent, odnajdziemy
tu nuty kwiatowe i owocowe. Zapach jest delikatnie słodki, jak soczyste jabłko.
Wiciokrzew od Song of
India zmienia się z czasem i reaguje z ciepłem naszego ciała uwalniając coraz
to inne nuty zapachowe. Dlatego w Honey suckle możecie odnaleźć soczyste owoce
(szczególnie jabłko), odrobinę jaśminu, róży a nawet pobrzmiewające w oddali
nuty ziołowe i herbaciane. Z czasem można wyczuć bardziej otulające, delikatnie
cieplejsze tony. Jest to niezwykle naturalny zapach, nie czuć w nim żadnych
syntetycznych, sztucznych nut, ale czemu się dziwić? Sztucznych zapachów w tym
produkcie nie znajdziemy!
Perfumy w olejku Song
of India są w 100% produktem naturalnym, tylko naturalne olejki eteryczne i
zapachy otrzymane z roślin, na nośniku w formie oleju jojoba i wosku
pszczelego. Nie zawierają alkoholu, dzięki czemu nie wysuszają skóry, a wręcz
pielęgnują ją dzięki dodatkowi naturalnych olejów. Jasny płyn będzie miał
tendencję do ciemnienia z czasem, gdy perfumy będą dojrzewać, a bez żadnej
szkody dla zapachu możemy przechowywać je nawet 10 lat!
Warto zaznaczyć, że
buteleczka ma pojemność 10 ml, co nie jest ilością zwalającą z nóg ale olejku
używa się w zupełnie inny sposób niż perfum z atomizerem. Ze względu na ich
bogatszą konsystencję, zapach nanosi się na tzw. punkty pulsacyjne. Są to
najcieplejsze miejsca na naszym ciele gdzie obficie przepływa krew, czyli np.
nadgarstki, zgięcia łokci, szyja a nawet punkty za kolanami. I wierzcie mi, 10
ml przy takim używaniu zapachu to bardzo dużo, perfumy są niesamowicie wydajne
i już odrobina naniesiona na skórę skutkuje wyraźnym roztoczeniem zapachowej
aury wokół naszej osoby.
Podsumowując, perfumy
są niezwykle wydajne, zapach utrzymuje się wiele godzin, nawet po kąpieli można
jeszcze wyczuć go na skórze na odległość „nosa”. Malutka buteleczka jest
idealna do torebki, aplikacja jest dyskretna i szybka. Sam zapach spodoba się
wszystkim miłośnikom owoców i kwiatów, w każdym wieku, jest naturalny i lekki,
odświeża nawet w upalne dni.
Za swoją buteleczkę zapłaciłam ok. 25 zł więc zakup nie obciąży też bardzo
Waszego portfela.
Kupione tutaj: Indyjskie perfumy w olejku - Wiciokrzew



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz